Interpretacja opowiadania „Skoczek” autorstwa Olgi Tokarczuk ze zbioru opowiadań „Gra na wielu bębenkach”
Olga Tokarczuk jest jedną z najwybitniejszych postaci współczesnej polskiej literatury, laureatką Nagrody Nobla w tej dziedzinie za rok 2018 znaną z głębokiej analizy ludzkiej psychiki oraz mistrzowskiego operowania symboliką i wieloznacznością. Jej twórczość wyróżnia się nie tylko wyjątkową wrażliwością na detale, ale także umiejętnością eksplorowania stanów świadomości i podświadomości bohaterów.
Zbiór opowiadań „Gra na wielu bębenkach” to dziewiętnaście krótkich form o mnogiej tematyce i treści. Podzielony jest wyraźnie na trzy segmenty. Pierwszy z nich możemy określić jako nadrealistyczny – bohaterowie czterech opowiadań żyją w świecie, w którym wymiary się przenikają. Druga część zbioru ma charakter apokryficzny i solidne podłoże historyczne. Trzeci segment „Gry na wielu bębenkach” to natomiast zbiór jedenastu opowiadań, najbardziej realistyczny i prezentujący złożoność istoty ludzkiej. Analiza koncentruje się na opowiadaniu „Skoczek” z niniejszej pozycji.
Psychologia jako narzędzie literatury
Ważnym kontekstem dla interpretacji opowiadania „Skoczek” jest wykształcenie Tokarczuk oraz jej doświadczenie zawodowe. Pisarka studiowała psychologię na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie zetknęła się z koncepcjami Carla Gustava Junga, które wywarły zdecydowany wpływ na jej późniejszą twórczość. Zainteresowanie jungowską psychologią głębi, eksplorującą nieświadomość zbiorową, archetypy i procesy psychiczne, znajduje odzwierciedlenie w wielowarstwowych opisach stanów emocjonalnych bohaterów. Warte wspomnienia jest, że podczas studiów miała sposobność bezpośredniego kontaktu z osobami dotkniętymi chorobą psychiczną, co pozwoliło jej jako wolontariuszce, obserwować z bliska złożoność ludzkiej psychiki. Po ukończeniu studiów pracowała jako psycholożka w Poradni Zdrowia Psychicznego w Wałbrzychu, gdzie zdobyła doświadczenie w terapii osób zmagających się z wielorakimi problemami natury emocjonalnej. To bogate doświadczenie, wiedza zdobyta podczas studiów oraz widoczne zainteresowanie kwestią ludzką i tym, co dzieje się wewnątrz jednostki, zaowocowało tekstami, które wnikliwie analizują naturę ludzkiej relacji, wewnętrzne konflikty oraz procesy psychiczne postaci.
Literatura, jak zauważa sama Tokarczuk, jest jedną z niewielu dziedzin, które umożliwiają dostęp do najbardziej ukrytych obszarów ludzkiej psychiki. W swojej przemowie noblowskiej autorka wyraźnie wskazuje, że psychologiczny wymiar tekstu nie jest przypadkową interpretacją, lecz istotą literatury. Jest ona szerokim polem do analizy wewnętrznych przeżyć jednostki, gdyż tak, jak wspomina Tokarczuk: „skupia się (…) na wewnętrznych racjach i motywach postaci, ujawnia ich doświadczenie w żaden inny sposób niedostępne dla drugiego człowieka lub zwyczajnie prowokuje Czytelnika do psychologicznej interpretacji ich zachowań. Tylko literatura jest w stanie pozwolić nam wejść głęboko w życie drugiej istoty, rozumieć jej racje, dzielić jej uczucia, przeżyć jej los”. Psychologia nie stanowi więc dla Tokarczuk tła – jest narzędziem literackiego poznania.
Rola czasu i przeszłości w „Skoczku”
Opowiadanie „Skoczek” to przenikliwa analiza relacji damsko-męskiej, w której oboje partnerzy dzielą wspólną przestrzeń, lecz pozostają emocjonalnie oddzieleni. Podczas zgłębiania fabuły dowiadujemy się, że wcześniej ta relacja wyglądała całkowicie inaczej, więc musiała ulec zmianie. Jedynie zdania rozpoczynane od: „Pamiętasz, jak” zdają się posiadać chwilową moc łagodzenia tej napiętej jak struna sytuacji. Sam podział na „kiedyś” i „teraz” zdaje się grać w tym kontekście istotną rolę. Taką relację z pewnością można byłoby nazwać „chylącą się ku upadkowi”, jednak stosunki międzyludzkie są w rzeczywistości o wiele bardziej skomplikowane, co nie umknęło noblistce. Obie strony przeżywają nieporozumienie wewnętrznie, jednak to, jak starają się „rozegrać” całą tę skomplikowaną sytuację, sprawia wrażenie harmonii, jakby wcześniej dokładnie uzgodniły ze sobą zasady gry. Ulubionym posunięciem obydwu stron jest, jak wcześniej wspominałam, odwoływanie się do przeszłości. Jednak co ma na celu w tym przypadku wspominanie tego, co minęło? Rozładowanie napięcia, niedoprowadzenie do kolejnego wybuchu? Co prawda relacja ludzi w opowiadaniu wydaje się być w stadium, w którym nie dochodzi do bezpośredniej, ostrej konfrontacji, dzięki zabiegom „łagodzenia”, które są skrupulatnie stosowane. Pozwala to na wyciągnięcie wniosku o wielkości dystansu, muru, który powstał między bohaterami. „Potrzeba rozmowy, która po kilku zdaniach traci sens, ponieważ należałoby jeszcze raz od początku zdefiniować wszystkie używane słowa. Jakby oddzieliły się nawet ich języki”. Faktem jest jednak, że skłonność pary do zaciekłych kłótni jest opisana w opowiadaniu: „Chyba wiedział, co ona myśli. Że będą rozmawiać i skończy się, jak zwykle, awanturą.”, jednak jako czytelnicy nie jesteśmy świadkami żadnego z takich bezpośrednich, gwałtowniejszych wybuchów. W sytuacjach kulminacji napięcia, gdy zdaje się, że w jednym z bohaterów coś zaraz pęknie, środkiem „łagodzącym” nie staje się szczęśliwa przeszłość, może stać się nim absolutnie wszystko, co odwróci uwagę od źródła problemu – czy to zachowanie ich psa, Renaty: „Wtedy Renata, ten pies opatrznościowy, zaczęła skomleć pod drzwiami”, czy znajomy dźwięk uwielbianego przez mężczyznę rozpraszacza: „Usłyszał za plecami głos telewizora i poczuł ulgę. Więc włączyła telewizor” – wszystko co oddala od myśli – „Co dalej?” i hipotetycznego rozwiązania związku. Wszystko to sprowadza czytelnika do poczucia zastoju i status quo. Te działania pary mogą być próbami retardacji, przesunięcia w czasie tego, co nieuniknione, a jednocześnie świadczyć o wielkim emocjonalnym przywiązaniu do wspólnej przeszłości i wewnętrznym buncie na zaistniałą teraźniejszość, wobec której zdają się być bezradni. Niezwykle wymowna jest scena, w której kobieta mówi: „Lepiej być porzuconym niż porzucić”, co wskazuje na jej lęk przed podjęciem decyzji o rozstaniu. Echa przeszłości ujawniają się nie tylko w pełnych napięcia stosunkach pary, przeszłość i nacisk na czasy minione okazują się trafnym tropem interpretacyjnym, gdy dotrzemy do samego końca opowiadania, gdzie problem wcześniej opakowany w banalne czynności dnia powszedniego ujawnia się jako jasny i klarowny – „To, co się raz stało, nigdy nie może już stać się ponownie. Nigdy”- to przemyślenia głównej bohaterki na chwilę przed znalezieniem przez psa figurki skoczka. Rozwija ona swoją myśl w odniesieniu do przeżytych wspólnie z partnerem magicznych momentów i poniekąd właśnie wtedy, siedząc na piasku i paląc papierosa, przeżywa swoją „żałobę” wobec ludzi, którymi byli razem kiedyś, ponieważ wspomnienia te są tak odległe i różne od obecnej rzeczywistości, że wydaje się, jakby stali się zupełnie inni: „Zdał sobie sprawę, że nie pamięta jej innej, że te wakacje kilka miesięcy temu są jego najwcześniejszym wspomnieniem, że w powtarzanych »Pamiętasz, jak« widzi zupełnie obcych ludzi”. Ogromna rola czasu, wspomnień i przeszłości definiuje główny temat utworu, jakim jest przemijanie.
Symbolika gry w szachy i tytułowego skoczka
Gdy przemijanie relacji okazuje się dla bohaterów nieuchronne, szachy stają się próbą zatrzymania czasu – przedłużeniem iluzji trwania, której fundamenty już się rozpadają. Partie szachowe w utworze pełnią funkcję nie tylko rozrywki, ale i metafory związku bohaterów. Każdy ruch jest przemyślany, skalkulowany, co odzwierciedla ich wzajemną relację – pełną strategii, wycofania i niechęci do ujawnienia prawdziwych emocji. Komunikacja bohaterów przypomina szachową partię – pozbawiona spontaniczności, pełna uników i złożona z przewidywalnych, wyuczonych ruchów. Do tego dochodzi tempo, w jakim rozgrywają swoje partie szachowe. Przeciąganie starć szachowych: „Grywali zawsze w milczeniu, z rozmysłem, bez pośpiechu, przeciągając partie na kilka dni” można interpretować w kontekście dynamiki ich związku, jako odwlekanie emocjonalnej konfrontacji i ostateczny finał, który jest nieuchronny, ale którego nie chcą zaakceptować. Tokarczuk pokazuje, że ich relacja jest jak partia szachów, która nigdy się nie kończy – brakuje skoczka, który mógłby wykonać decydujący ruch. Symboliczny brak tej figury to brak emocjonalnej odwagi, by podjąć ostateczną decyzję.
Zniknięcie skoczka
Niezwykłość tej figury szachowej bierze się z tego, że tylko skoczek może przeskakiwać nad innymi bierkami (zarówno swoimi jak i przeciwnika). Ten ruch może symbolizować strategię emocjonalnego unikania, którą bohaterowie stosują w porozumiewaniu się ze sobą – zamiast stawić czoła konfliktom, omijają je, przeskakując nad nimi jak skoczek na szachownicy. O znaczeniu symbolu skoczka w stosunku do ich relacji może decydować to, że autorka nie używa figur szachowych do opisania zachowań między partnerami tylko w tym przypadku. Bohaterowie myślą bowiem podobnymi schematami i sami zauważają zależności pomiędzy ich szachowym rytuałem a codziennymi zmaganiami z ich zachwianą komunikacją: „Nauczył się tylko jednej skutecznej kontry – ukryć swojego króla za innymi pionkami, a ją, tę nieobliczalną kobietę, zignorować, pominąć, aktywnie nie zauważać, nie odzywać się, nie patrzeć, omijać, porzucać, olewać ją, odsunąć na odległość jak do zdjęcia i tak trzymać ją w szachu – kanciastą figurkę na tle wszelkich odmian szarości”. Symbol figury jest wielowarstwowy, ponieważ kiedy mowa o kwestii zniknięcia skoczka, ujawnia się kolejna propozycja interpretacyjna. Jego brak może odzwierciedlać brak możliwości uniknięcia ostatniej konfrontacji z prawdą i zachowanie tego stanu zawieszenia, w którym dotychczas para się znajdowała. Zniknięcie skoczka i wraz z nim brak możliwości kontynuowania gry rozbija iluzję bezpieczeństwa, jaką dawały im powtarzalne rytuały. Znaczy to, że pęka bańka, w której próbowali żyć. Jest to moment kulminacyjny, w którym ich emocjonalna ucieczka przestaje być możliwa. Zniknięcie skoczka wymusza zmianę perspektywy i spojrzenia na siebie, i swoje emocje bez osłon pozorów.
Obcość w bliskości – obraz Hoppera jako wizualna metafora „Skoczka”
To, co Tokarczuk opisuje słowami, Edward Hopper uchwycił w obrazie – relację, w której obecność drugiego człowieka nie daje poczucia wspólnoty, lecz tylko pogłębia samotność.
Edward Hopper był amerykańskim malarzem tworzącym w XX w. Artysta jako nurt obrał realizm, a tematyka odosobnienia stanowiła nadrzędny motyw jego twórczości na tyle, że zyskał miano „malarza samotności”. Twórca znany był z mistrzowskiego budowania atmosfery alienacji i melancholii, by uzyskać taki efekt operował głównie światłem, które było jego narzędziem w nadawaniu głębi obrazom. W efekcie obrazy Hoppera – ukazujące codzienne sceny z życia mieszczan – pozostają niezwykle głębokimi studiami egzystencjalnej samotności i emocjonalnego oddalenia w relacjach międzyludzkich, które do dziś pozostają obecne w kulturze z racji swojego uniwersalnego wymiaru i aktualności problemu.
Hopper najczęściej umieszczał na swoich obrazach jedną lub dwie postaci. W jego pracach obecny jest motyw bycia „razem, ale osobno”, gdzie ukazana para – choć dzieli wspólną przestrzeń – pozostaje zupełnie od siebie odizolowana. Jesteśmy w stanie zauważyć to na obrazie pt. „Pokój w Nowym Jorku”. To, w jaki sposób malarz ukazuje psychiczną przepaść pomiędzy bohaterami, zainspirowało mnie do poszukiwania analogii między wydarzeniami mającymi miejsce w nadmorskim domku ze „Skoczka” i w „Pokoju w Nowym Jorku”.
Niepodważalnym faktem jest to, że bohaterami, którzy widnieją na pierwszym planie, są mężczyzna i kobieta. Jednak przestrzeń, którą dzieli tych dwoje, jest na tyle ważna – nie tylko ze względu na to, że stanowi tytuł, ale także na to, w jaki sposób na nich oddziałuje i co mówi o ich stosunkach , że również zasługuje na miano bohatera. Przestrzeń ta nie jest przypadkowa, nie tylko ze względu na fakt, że prawdopodobnie wynika z inspiracji Hoppera przechadzającego się po mieście, które go fascynowało, ale głównie ze względu na to, jaką historię o relacji bohaterów opowiada. To właśnie stanowi o podobieństwie między opowiadaniem Tokarczuk a obrazem Hoppera. Jest to miejsce, które zdaje się mieć swój własny stosunek do relacji partnerów i zdecydowanie jej nie sprzyja. W tytułowym pokoju panuje bardzo wymowna pustka, która zdecydowanie nie wprowadza komfortowego nastroju, którego efektem byłoby zbliżenie bohaterów. Brak przedmiotów osobistych i ogólna anonimizacja pokoju, sprawiają, że można odczuć poczucie obcości, które z biegiem czasu wykształciło się między obojgiem. Brak dekoracyjnych detali, oszczędność formy, geometryczny chłód – wszystko to nasyca atmosferę poczuciem alienacji.
To wybrakowanie może też symbolizować stagnację w związku i brak jakichkolwiek środków, by podjąć znaczący ruch, wpływa na poczucie beznadziei. Warto skierować swoją uwagę także na grę cienia, który przesłania twarze tych osób, które same w sobie są już rozmyte, niezbyt bogate w detale, co sprawia, że nie możemy rozpoznać emocji, intencji czy postanowień bohaterów – stają się one obce nie tylko dla nich samych, ale też dla odbiorcy, który ogląda wycinek sytuacji z pokoju i nasuwa się pytanie, czy postacie nie pozostają wewnętrznie zagubione i niepewne, co powinny czynić w kontekście relacji, która stanęła w martwym punkcie. Wszystkie te elementy dowodzą, że przestrzeń nie odpowiada potrzebom emocjonalnym bohaterów, tak jakby miała wręcz wzmacniać ich samotność i niewygodę. Dlatego należy ją odczytywać w tym przypadku nie jako zwykłe tło, ale jako niemal aktywnego uczestnika relacji, który nie tylko jej towarzyszy, ale także ją kształtuje, wpływa, obnaża jej słabości. Przestrzeń, pozbawiona ciepła i zaangażowania, sugeruje nieuchronny rozpad, ciche, beznamiętne oddalanie się dwojga ludzi. Ona nie daje schronienia, nie oferuje intymności – staje się sceną wyobcowania.
Zbieżną rolę przestrzeni zauważamy w „Skoczku”, gdzie jej surowość jest silnie związana z nastrojem emocjonalnym bohaterów. Letniskowy domek, pogrążony w zimowym bezruchu, staje się odzwierciedleniem stanu relacji bohaterów: obojętnej, wychłodzonej, emocjonalnie zziębniętej. Surowość tej przestrzeni nie tylko otacza bohaterów – ona ich emocjonalnie modeluje i sprawia, że prawdziwy stan ich relacji, ale nie tylko, także ten wewnętrzny, który próbują zamaskować dzięki swoim strategiom unikania wszystkiego co niewygodne, wychodzi na jaw i nie ma, gdzie się ukryć. Przykładem momentu, w którym sceneria wydobywa na wierzch z bohaterów to, co starają się ukryć głęboko w sobie, jest fragment, kiedy kobieta nieomal wpada w stan histerii ze względu na brak wanny w domku, którą zastępuje nieprzyjemny prysznic z plastikową zasłoną. Do wściekłości doprowadza ją nieobleczona pościel, którą zastaje w chłodnej sypialni i wtedy wśród swojego napadu gniewu zauważa, że te silne emocje nie są wymierzone w przedmioty martwe, ale mają głębsze źródło, w uczuciach wobec partnera. Jej przemyślenia odzwierciedla cytat: „Wydawało jej się, że to jest gniew ogólny, bezprzedmiotowy jak furia, ale nagle, ku jej zaskoczeniu, w jednym momencie stał się ostrzem – jak na rysunkowym filmie – skierowanym w dół ku fotelowi, gdzie siedział mężczyzna z puszką piwa, i jak rój wściekłych pszczół runął po drewnianych schodach do salonu”. Podobieństwa ze sfery przestrzeni nie są jednak zauważalne jedynie w jej charakterze, poszczególne elementy składające się na nią, zdają się grać podobną rolę. Rzucającym się w oczy motywem na obrazie Hoppera są drzwi usytuowane centralnie pomiędzy postaciami mężczyzny i kobiety. Wyróżniają się nie tylko ze względu na to, że swoim kolorem drewna kontrastują z żółcią ścian – co artysta też wykorzystuje, by wywołać efekt nierealności i zawieszenia – ale też dlatego, że widocznie oddzielają od siebie mężczyznę i kobietę, choć niedosłownie, stanowią „mur” pomiędzy nimi. Co ciekawe, w „Skoczku” również możemy znaleźć fragment, w którym drzwi zyskują metaforyczny wymiar – stają się symbolem emocjonalnej nieprzenikalności. Choć fizycznie dzielą jedynie przestrzeń domu, w rzeczywistości odzwierciedlają emocjonalną barierę, która uniemożliwia prawdziwe porozumienie. W jednej ze scen kobieta: „stanęła w drzwiach i zobaczyła głowę mężczyzny — siedział zwrócony do niej profilem”, co ukazuje nie tylko dystans fizyczny, ale również jego zamknięcie się w sobie, nieobecność i niechęć do konfrontacji. Drzwi, zamiast łączyć pomieszczenia czy ludzi, pełnią funkcję wewnętrznego muru — granicy, którą trudno przekroczyć, nawet jeśli nie jest fizycznie zamknięta.
Podobnie jak u Hoppera, architektoniczny detal zostaje tu obdarzony znaczeniem psychologicznym. W obu przypadkach to, co dzieli bohaterów w przestrzeni, ma swoje źródło w ich emocjonalnym wycofaniu i milczeniu. Zarówno na obrazie, jak i w opowiadaniu, drzwi przestają być neutralnym elementem przestrzeni — stają się znakiem pęknięcia, które nie zostało nazwane, ale jest boleśnie obecne.
Oczywistym jest jednak to, że najwięcej możemy dowiedzieć się o postaciach i naturze ich relacji nie dzięki przestrzeni, ale obserwując zachowania i ton ich gestów – świadomych, i tych nieświadomych. Zarówno u Hoppera, jak i u Tokarczuk, bohaterowie wybierają działania zastępcze zamiast rozmowy – gesty, które mają imitować normalność, ale są jej pozbawione. Na obrazie kobieta siedzi przy fortepianie, jednak jej postawa zdradza brak zaangażowania – wygląda, jakby grała, by zająć czymś ręce i umysł. Mężczyzna z kolei czyta gazetę, z pozoru niewinnie, ale w rzeczywistości skupiając się na tekście, zamyka się na interakcję z kobietą – aktywność jest pretekstem dla niego jak i również dla partnerki, by zachować milczenie, jednak w takiej konfiguracji nie jest ono aż tak boleśnie niekomfortowe i ma solidne, „naturalne” uzasadnienie. Podobny mechanizm odnajdujemy w opowiadaniu noblistki. Tu także pojawia się ciągłe rozpraszanie uwagi – mężczyzna ogląda telewizję: „Włączył telewizor, zrobiło się jakoś zwyczajnie. Napięcie spadało, gdy każde z nich zrobiło swoje” i pije piwo : „Otworzył jeszcze puszkę piwa. Przeskakiwał po programach. Zniknął”, kobieta natomiast pali papierosy, wychodzi z psem i wspomina przeszłość. Podobnie gra w szachy, która jest jednak wspólną czynnością i mogłaby być przestrzenią porozumienia, służy jako mechaniczna aktywność, która jedynie przedłuża milczenie.
Zarówno na obrazie Edwarda Hoppera, jak i w opowiadaniu Olgi Tokarczuk, przestrzeń oraz codzienne, z pozoru naturalne gesty, stają się kluczem do zrozumienia kondycji relacji. W nadawaniu niuansom dużego znaczenia ujawnia się wielka zdolność obserwacji i głębokie zrozumienie ludzkiej psychiki wyrażone na płótnie oraz przelane na papier. W przypadku Hoppera to zrozumienie wyrastało z jego uważnego podpatrywania życia codziennego mieszkańców Nowego Jorku — artysta był zafascynowany miastem, jego rytmem i samotnością ludzi ukrytych w kawiarniach, hotelach, oknach. Tokarczuk z kolei czerpie ze swojego psychologicznego wykształcenia i doświadczenia pracy z osobami zmagającymi się z zaburzeniami psychicznymi, co sprawia, że jej bohaterowie są tak wiarygodni emocjonalnie, złożeni i boleśnie ludzcy.
Oboje – choć przynależą do innych dziedzin sztuki- operują tym samym językiem subtelnych gestów, wymownego milczenia i przestrzeni, która nie tylko otacza ale też mówi, rozdziela i obnaża.
Psychologia relacji w opowiadaniu Olgi Tokarczuk
Za warstwą przestrzeni i gestów kryje się psychologiczny portret relacji – subtelny, ale niezwykle trafny. Niezwykłość „Skoczka” wynika z tego, że mimo formy — opowiadania — które narzuca pewną zwięzłość i pomijanie niektórych szczegółów, okazało się pełnowymiarowym studium relacji w kryzysie. Wynika to z tego, że Tokarczuk z mistrzowską precyzją pokazuje, jak zachowania psychiczne i mechanizmy obronne wplatają się w codzienność — niemal niezauważalnie, tak jak to bywa w rzeczywistości. Istota tej niezwykłości tkwi więc w pozornej prostocie — autorka nie ukazuje rozpadu więzi przez wielkie zwroty akcji, unika zbędnego dramatyzmu, za swoje pole do popisu, swoją wiedzą z dziedziny psychologii i znajomością tajników ludzkiej psychiki, obiera codzienne gesty, powtarzalne rytuały i pozornie nic nieznaczące rozmowy. Bohaterowie „Skoczka” nie krzyczą, nie podejmują dramatycznych decyzji — zamiast tego oglądają telewizję, grają w szachy, rozmawiają o pogodzie. I właśnie w tym ukrytym, niewerbalnym wymiarze ich relacji autorka odkrywa całą prawdę o ich emocjonalnym rozpadzie. Psychologia w opowiadaniu Tokarczuk, choć obecna, nie dominuje – zostaje przetłumaczona na język literatury, który jest równie precyzyjny, co oszczędny. Forma miniaturowa służy tu nie ograniczeniu, lecz kondensacji treści — z każdej sceny wybrzmiewa coś więcej, niż wynika z samej fabuły. Bierne czytanie „Skoczka”, pozbawione analizy i poszukiwania głębi w tym urywku z życia bohaterów, jest karygodnym błędem, jako że utwór staje się skarbnicą zachowań i reakcji, które można przetłumaczyć na język współczesnej psychologii.
Jednym z wielu zjawisk, wyraźnie podkreślonych w opowiadaniu jest unikanie emocjonalne (avoidant coping). Jednostki, które działają według schematu unikania emocjonalnego, starają się radzić sobie z trudnymi emocjami poprzez uchylanie się od konfrontacji. Może to dotyczyć zarówno przeżywania uczuć, jak i rozmowy na ich temat. Motywacją do tego rodzaju radzenia sobie są głębokie obawy, że jeśli osoba z takim utartym schematem pozwoli sobie na otwarte przeżywanie, to ktoś ją skarci, skrytykuje lub wyśmieje albo, co gorsza, emocje zaczną wypływać z niej takimi falami, których nie będzie w stanie zatrzymać. Czynnikiem aktywizującym ten mechanizm u obydwu partnerów jest groźba ostatecznego i nieodwracalnego zakończenia związku. Bohaterowie powstrzymują się od silnych reakcji emocjonalnych, ponieważ łączy ich sentyment do wspólnej przeszłości — idealizowanej i przywoływanej niemal rytualnie. Przeszłość ta zostaje przez nich poddana mityzacji, co oznacza, że nadają jej rangę bezpiecznej historii, do której mogą wracać, gdy nie chcą zmierzać się z teraźniejszością. Tu wyłania się kolejne zjawisko, zwane regresją (regression). Jest to mechanizm obronny, polegający na cofnięciu się do wcześniejszego etapu rozwoju psychicznego w sytuacji stresu lub lęku. Osoba dotknięta regresją zaczyna „uciekać” w to, co znane i bezpieczne. W kontekście „Skoczka” to właśnie wspomnienia ze wspólnej przeszłości, które, będąc schematycznie powtarzane : „Przeszłość — wyuczona na pamięć mantra, fundament pamięci, na którym ułoży się małe anegdoty wspomnień” — pełnią funkcję takiego emocjonalnego kokonu, który daje chwilowe ukojenie, rozładowując narastające napięcie, ale w rzeczywistości jest tylko pretekstem, by cofając się do emocjonalnie „bezpieczniejszego” czasu, unikać konieczności działania tu i teraz. Dowodem na to, że dla pary wspominanie dawnych czasów jest czymś kojącym, jest cytat: „Uprzytomniła sobie, że najłatwiej było zaczynać rozmowę od »Pamiętasz, jak…«, bo było w tym coś mechanicznego, jak ruch ręki, który uspokaja dziecko, jak włączenie radiowej stacji, która nadaje tylko uspokajającą muzykę — te wszystkie śpiewy wielorybów, odgłosy wodospadów, ptasie trele.”Jasne jest jednak, że to wspólne wspominanie to tylko ułuda komunikacji, która zastępuje prawdziwe rozmowy, tak potrzebne w tej sytuacji.
Możemy się zastanawiać, czy przeszłość nie jest elementem fantazji kompensacyjnej pary — kolejnego z mechanizmów obronnych. Kompensacja w psychologii polega na wynagradzaniu sobie pewnych braków czy też deficytów czymś, co jest łatwiej dostępne. Z opowiadania dowiadujemy się, że zdania rozpoczynane od „Pamiętasz jak…” sprowadzały ich na nowo we wspólne miejsce, co może oznaczać, że nawiązywanie do dawnych wydarzeń może być dla pary iluzorycznym powrotem do bliskości, rekompensatą utraconego porozumienia — tak jak w przywołanym fragmencie: „Był to moment zawsze wzruszający, jak wtedy, gdy zaprasza się do tańca, a ta druga osoba odpowiada błyskiem w oku. Tak, zatańczmy”. W tym przypadku narracja, która daje poczucie, że coś wspólnego jeszcze istnieje, jest tylko formą ucieczki. Dla bohaterów „Skoczka” przeszłość staje się środkiem kompensacji — plastrem emocjonalnym, który pozwala udawać, że ich więź wciąż istnieje, choć realnie uległa rozpadowi. Podlegając tej fikcji, bohaterowie wpadają w błędne koło — zamiast budować relację w teraźniejszości, posługują się mechanizmem zastępczym i odtwarzają ją w iluzorycznej narracji.
Istotny wydaje się również fragment, który uważam poniekąd za klucz do poznania finalnej wymowy utworu, ale jednocześnie też jest najbardziej introspektywnym miejscem w całym opowiadaniu. W przeciwieństwie do reszty utworu, w której emocje bohaterów ujawniają się głównie poprzez drobne gesty, przelotne myśli czy codzienne rytuały, tutaj dochodzi do głębokiego zwrócenia się ku wewnętrznemu światu kobiety. Jej samotne siedzenie na piasku staje się tłem dla rozbudowanego monologu wewnętrznego — wyraźnie odróżniającego się od pozostałych, krótszych i bardziej urywanych refleksji narracyjnych. To, co przeżywa kobieta, z pewnością można nazwać deziluzją (loss of illusion). To moment, w którym człowiek traci iluzję do drugiej osoby, relacji lub samego siebie. Przestaje wierzyć, że związek da się uratować przez wspomnienia, wspólne rytuały i obecność pod jednym dachem. Towarzyszy jej ruminacyjne wyliczanie tego, co utracone: „Z trudem, odwracając się od wiatru, udało jej się zapalić papierosa i teraz siedziała i z rozpaczą, systematycznie wyliczała w myślach wszystko to, co już się nigdy nie zdarzy…”. W tej atmosferze samotności i ciszy rodzi się najgłębszy wgląd — nie w siebie, lecz w naturę końca.
Liczba zachowań o psychologicznym podłożu w „Skoczku” jest naprawdę wielka. Sposób, w jaki Tokarczuk przemyca zjawiska opisane przez psychologię do sfery języka literackiego i dodatkowo potrafi zawrzeć ich mnogość w ograniczającej formie, jest niebywały. Jasne jest, że pisarka potrafi czerpać z różnych uniwersalnych tematów ludzkiego doświadczenia, by w efekcie tworzyć dzieła o wysokiej wartości humanistycznej. „Skoczek” to dowód na to, że literatura może być równie przenikliwa jak nauka — i o wiele bardziej poruszająca. Nawet bez psychologicznej terminologii „Skoczek” trafia w sedno ludzkiego doświadczenia – pokazuje, co dzieje się w człowieku, gdy związek nie kończy się nagle, lecz cicho zamiera.
Ostatnie spojrzenie na „Skoczka”
„Skoczek” jest utworem zbudowanym na silnych fundamentach wiedzy psychologicznej, ale nie tylko. Sama podręcznikowa znajomość mechanizmów obronnych, procesów unikania czy wypierania nie wystarczyłaby, by stworzyć opowieść, która porusza to, co najbardziej uniwersalne i ludzkie. Tokarczuk łączy tę wiedzę z głęboką empatią, wyczuloną obserwacją codzienności i literackim kunsztem jako nośnikiem uniwersalnych przeżyć obecnych w codziennych relacjach międzyludzkich. Odczytanie „Skoczka” wymaga przyjęcia optyki zbliżonej do tej, którą kieruje się sama Tokarczuk – perspektywy wrażliwej, uważnej na detale i znaczenia ukryte w codziennych rytuałach. Interpretacja utworu wymaga więc nie tylko analizy symboliki (szachy, gra), lecz także gotowości do wychwytywania tego, co subtelne i przemilczane – a zarazem najbardziej ludzkie, jako że dramat relacji zawarty w powieści nie jest „krzykliwy” ani nie potrzebuje deklaracji, by wybrzmieć w pełni. Tokarczuk już w swojej przemowie noblowskiej zaznaczyła, że psychologia nie jest dla niej jedynie narzędziem pomocniczym w budowaniu fabuły – lecz sednem literatury, drogą do zrozumienia drugiego człowieka. „Skoczek” stanowi tego potwierdzenie – autorka nie przez fabularne napięcie i dynamiczny przekaz, lecz przez cichą precyzję emocjonalnych obserwacji ukazuje to, co w człowieku kruche, prawdziwe i nieuchronne. Ukazuje człowieka nie w jego wzniosłości i umiejętności logicznego rozstrzygania problemów, lecz w jego ułomności wobec tego, co kiedyś (i po części nadal jako wspomnienie), jawiło mu się jako istotne, a nawet najistotniejsze. W tym właśnie tkwi siła tego opowiadania – z delikatnością odsłania coś, co zwykle pozostaje ukryte: ludzką bezradność wobec końca, który nie następuje gwałtownie, lecz cicho i powoli. Literatura może być obecnie jedyną formą wglądu w człowieka w przeróżnych „nieidealnych” stanach emocjonalnych i utwierdzenia się w swoim człowieczeństwie. W świecie, który coraz częściej promuje obraz jednostki racjonalnej, przebojowej, „naprawionej”, literatura pozostaje skarbnicą tego, co kruche, intymne i autentyczne. Przypomina, że żadna zbroja, którą współczesny człowiek wokół siebie buduje – z sukcesów, dystansu, kontroli – nie wyciszy tego głosu, który płynie z głębi, uszlachetnia i czyni ludźmi, nie maszynami. Właśnie dlatego „Skoczek” nie tylko pozostaje literackim studium relacji, ale staje się przypomnieniem, że największe emocje rodzą się nie w hałasie, lecz w tym, co niewypowiedziane.
O interpretacji opowiadania „Skoczek” Olgi Tokarczuk autorstwa Zuzanny Wlazło
Praca Zuzanny Wlazło poświęcona opowiadaniu „Skoczek” jest przede wszystkim niezwykle dojrzała, nawet jeśli pojawiają się w niej drobne potknięcia i uchybienia. Autorka wie, czym jest humanistyczna perspektywa: poddaje tekst wieloaspektowemu oglądowi, ostrożnie stawiając pytania i niespiesznie rekonstruując sensy. Nie daje jakiejś, jednej, gotowej wykładni całości, widzi, że opowiadanie jest uwikłane w rożne konteksty, przede wszystkim filozoficzne, ale też artystyczne (Edward Hopper). To, co szczególnie mi imponuje, to wyczulenie na język opowiadania, na rozproszone ślady, które biorą się z takich a nie innych leksykalnych rozwiązań Olgi Tokarczuk: „jedynie zdania rozpoczynane od: „Pamiętasz, jak” zdają się posiadać chwilową moc łagodzenia tej napiętej jak struna sytuacji” – stwierdza Zuzanna na początku pracy. Zauważmy, że sama też troszczy się o piękno języka, to nie jest sucha, beznamiętna praca, lecz esej literacki.
Podstawowe pytania w opowiadaniu brzmią: co stało się ze skoczkiem z kompletu szachów i skąd wziął się inny skoczek, przyniesiony w zębach przez psa? Bardzo podoba mi się hipoteza Autorki, dlaczego zaginioną figurą jest właśnie skoczek – ponieważ przeskakuje inne figury, tak jak bohaterowie unikają konfliktów, które coraz bardziej oddzielają ich od siebie. Opis relacji między bohaterami Zuzanna prowadzi delikatną kreską, wychwytując niuanse, dzieląc się przy tym swoim zachwytem nad mistrzowską formą opowiadania. W pewnym momencie wręcz przestrzega wirtualnego czytelnika przed niebezpieczeństwem lektury naiwnej: „Bierne czytanie […] jest karygodnym błędem”! (Wykrzyknik mój), dają tym samym wyraz emocjonalnego zaangażowania w proces wyjaśniania (czy: objaśniania) całości. To, co liczy się dla mnie najbardziej w pracy Zuzanny: prawda wydobyta z literatury staje się ważną częścią prawdy o świecie: „W świecie, który coraz częściej promuje obraz jednostki racjonalnej, przebojowej, „naprawionej”, literatura pozostaje
skarbnicą tego, co kruche, intymne i autentyczne”. Są to, w moim odczuciu, momenty najcenniejsze, poświadczające nieustannie sens naszego zmagania się z wielką literaturą.