Butelki – pieśń o czujących
Rodzimy się jako kupka niezgrabnego piasku,
w którą ktoś dopiero żar tchnąć musi,
aby kształt nam nadać – szczęście, złość, smutek.
Są wśród nas tacy, którzy żar ten za nic
gotowi dać, skorupą powlec się szklaną.
I docierając do niebytu granic
zabijają swą duszę, pustką starganą.
Ale my, bracia i siostry, którzy płoniemy jasno,
miechem wszechświata dmuchajmy,
ile jeszcze sił w jego płucach.
Niech ogień nasz nie chłodnieje, walczmy o to ciepło
i przy jego pomocy kujmy, co nam kuć przyszło.
A ja pragnę, że gdy mój żar zgaśnie zmęczony,
spojrzę z daleka na to szkło stygnące
i poczuję: byłem…!
Olgierd Pawłowski klasa 4b III Liceum Ogólnokształcące im. Jana Pawła II w Elblągu
Olgierd podarował nam jeden krótki wiersz, krótki ale kunsztowny, w dodatku oparty na koncepcie. Akt tworzenia butelki zostaje tu porównany do losu człowieczego. Ktoś, kto taką butelkę wydmuchuje, nadając jej przy tym kształt, oddaje jej niejako swa duszę. A spoglądając na nią, gdy będzie już stygnąć, w niej dostrzeże swą rację istnienia, nawet jeśli należy już ona do przeszłości (bo: „byłem”…) . Frazeologia wiersza zdradza młodopolskie sympatie Autora („zabijają swą duszę, pustką starganą”, „żar zgaśnie zmęczony”) a sam koncept wydaje się mocno nietzscheański w swej istocie – przywilej bycia zarezerwowany jest dla tych, którzy mają odwagę żyć „żarem istnienia”.
Lech Giemza