Ten wiersz nie jest idealny
Jest przecie akceptowalny
On ma do tego prawo
By nie podobać się fanom
Ja cenię jego wartość
To nie jest dziwactwo
Nie ustępuje innym
Bo może być tym tkliwym
Kiedyś zostanie opublikowany
I pewnie napiętnowany
Może też zostać olany
Ja za to będę go codziennie
Zapewniać o jego pięknie
Nie o wiersz mi chodzi
A o ciebie
Religię na etykę zamieniłem
By na własną rękę Boga poszukać
Nie chciałem Go nigdy porzucać
Może to On zaczął mnie odsuwać
Może zapomnieliśmy o sobie
Jak dziecko o zabawce
Choć ta sprawa ważniejsza
O moje życie chodzi, doczesne!
Na chrzcie wpłacono za mnie czesne
Życie jeszcze się nie kończy
Może Bóg raz jeszcze mnie dojrzy
Choć wyrosłem z komży
Nie pozostanę bezbożny
Myślałem, że jestem tu głównym bohaterem
Dotknięty prokrastynacji cierniem
Przez los rzucone zadanie
Słowem osiągnąć sławę
Dziewiętnasta wiosna przeminęła
Wtedy zła myśl mnie ogarnęła
Moja pozycja się nie zmienia
Wymówka jest jedna – wena
Główne zadanie odkładam w czasie
Albo kogoś innego nim obdarzę
Choć bez niego życie stanie się szare
Czy za coś innego mnie pokochacie?
Kilka wierszy Łukasza Nowaka układa się w spójną formę poetyckiego solilokwium. Autor pisze sobą i o sobie, dotyka własnych problemów, ale poniekąd chyba też – pokoleniowych. Nie wszystko w tych wierszach kupuję, np. rym „napiętnowany – olany” gryzie się, nie pasuje do całości. Ale rozumiem, że nieco „szorstka” poetyka służy tu jako pancerz ochronny kryjący w sobie to, nasz poeta chce przed światem ocalić, przede wszystkim prawo do tkliwości, czułości, indywidualnego odbioru świata. Są to też wiersze domagające się etycznego wymiaru egzystencji, są jasnym zakreśleniem pola indywidualnych poszukiwań.
Lech Giemza